(16.11)
         mistrzostwo świata w osiąganiu mega dołu w 15 sekund.  w jednej chwili wstawałam rano, wszystko było w miarę ok.,
a już za chwilę siedziałam przed komputerem w piżamie, jadłam niedozwolone krówki i rozważałam pójście z powrotem do łóżka. powód – nieznany. w każdym razie mogłabym się wynajmować jako płaczka na pogrzebach, gdyby jeszcze instytucja płaczki istniała. rano doszłam do ściany i nie pozostało mi nic innego, jak się w końcu odwrócić i pójść w przeciwną stronę. jak odbicie się od dna.
a miałam na to jakieś 15 minut. czuję się teraz, jakbym przebiegła jakiś niewyobrażalny dystans, zmęczona i wyczerpana.

wynikiem tego porannego zjazdu jest uporczywy ból głowy, nie mam tabletek, a poza tym nie chcę się faszerować
przed wizytą u dentystki.

wczoraj zdołował mnie „generał Nil” – to były okropne czasy.  a Łukaszewicz – świetny.

   chciałabym pojechać do jeszcze_domu w g., popatrzeć, jak misterna wieloletnia konstrukcja z uczuć, książek i mebli
rozpada się na kawałki i codziennie czegoś innego w niej brakuje. chciałabym popatrzeć, jak rodzi się nowy_dom,
a nie mam na to szans. chyba, że uda mi się wykroić jakieś 1,5 dnia pod koniec tygodnia. taki mini weekend.

   mam jeszcze problem ze współczuciem  – ktoś, kto kiedyś skrzywdził mojego psa i nieprzyjemnie potraktował moich rodziców
– ma problemy zdrowotne. nie umiem mu współczuć i czuję się z tym źle. nawet nie umiem i nie chcę o tym mówić, bo boję się,
że zostanie to źle odebrane – nieodpowiedni ton, niewłaściwe słowa itd. nawet nie wiem, czy jest mi go naprawdę żal.

zapominam, że na szkoleniu oprócz merytorycznej wiedzy były te wszystkie techniki z odstresowywania się i ładowania akumulatorów – a może to byłoby mi potrzebne.

(20.11)
smutne sny doprowadzają mnie do obłędu.





bere
2009-11-20 08:35:41


swój stan mogę określić w dwóch słowach:
"ciągle coś"

może będzie rozwinięcie, ale raczej nieprędko.




bere
2009-11-04 08:14:09



czytelnia
v
v d t c d s m c a h
i....
s n a p o e w r r k k s m z s j c s s b a f t d p d m g t s m i a
s m g p r o l
b